Koleś Travel

Wspomnienia nałukofca wykolesiowanego

Wpis

wtorek, 14 kwietnia 2015

Profesor kierownik dawniej i dziś, część 1

Miałem to szczęście w nieszczęściu pracować pod kierownictwem dwóch profesorów. Pierwszy był kierownikiem na początku mojej drogi naukowej, to on zatrudnił mnie w swojej grupie, to on był kierownikiem katedry (składającej sie wtedy z trzech grup badawczych) przez kilka pierwszych lat mojej pracy na uczelni. Potem nastał nowy kierownik. Poniżej przedstawię porównanie obu kierownictw. To m.in. przez nowe kierownictwo rozpadła się dobra atmosfera w pracy. Pracownicy podzielili się na dwie grupy: starszych, znających poprzednie obyczaje i wymagania poprzedniego kierownika; młodych - pupilków kierownika, nastawionych na tzw. wyścig szczurów, nie zawracających sobie zbytnio głowy i czasu na przestrzeganie zasad dobrego współżycia w grupie oraz zasad przestrzegania norm i wymagań stawianych pracownikom.

Jak było na początku - za pierwszego kierownika, nazwijmy to w XX wieku?
A jak jest teraz za nowego profesora kierownika (nazwijmy to w XXI wieku)?


XX - Profesor kierownik zwykle przychodził do pracy w godzinach 8-9 a wychodził 13-16. Dni, w których nie można go było zastać w katedrze zdarzały się niezwykle rzadko. Jego gabinet składał się głównie z biurka, dwóch foteli dla gości, szafki ścienne w gabinecie wypełnione były książkami do których miał w każdej chwili dostęp każdy z pracowników (również magistrantów czy doktorantów). Ponadto każdy z pracowników mógł dowolnie korzystać z jedynego telefonu z tzw. wyjściem na miasto oraz z literatury jaka była zgromadzona w pokoju profesora.

XXI - Profesor kierownik zwykle przyjeżdżał do pracy w godzinach 9-12 (latem nawet rowerem ok. 10-12) a wyjeżdżał w godzinach 15-20. Był zajęty jak to się mówi "wszystkim innym, ale nie zawsze tym co trzeba". To znaczy: sprawami wydziałowymi, członkowstwem w organizacjach, przyjmowaniem gości, organizowaniem wyjazdów, uczestniczeniem w podejmowaniu gości, organizowaniem konferencji, przygotowywaniem grantów i rozliczeń - na sprawy pracowników czy katedry - bywało, że nie miał tak naprawdę czasu nawet przez kilka dni z rzędu! Gabinet kierownika to duże biurko z komputerem, obok stolik dla gości, szafki z książkami i dokumentami zamknięte zwykle na klucz. Wejście do tego pokoju pod nieobecność profesora i bez świadków mogło skończyć się posądzeniem o naruszenie prywatności (własności?).

XX - Zwykle w połowie czasu pracy kierownik przechadzał się po katedrze, odwiedzał pracowników, dyskutował z nimi "co słychać?, czy w czymś nie pomóc?", próbował nawet czasem coś doradzić, dowcipkował, wprowadzał rodzinną atmosferę; ale także czasami zdyscyplinował kogoś, kto się spóźniał. O jednodniowej nawet nieobecności w pracy bez wiedzy kierownika można było zapomnieć - na drugi dzień trzeba się było mocno tłumaczyć. O nieprzygotowaniu do seminarium czy nieprzygotowaniu do jakichś ustalonych wcześniej prac czy zadań - można było zapomnieć.

XXI - Kierownik, po godzinie 15, gdy większość pracowników już opuściła swoje miejsce pracy i udała się do domów, albo już przygotowywała się do wyjścia - wychodził ze swojego gabinetu z problemami i zaczynał poszukiwania - kto tu jeszcze jest i ew. kto by mógł jeszcze mu w czymś pomóc (wysłać na poczcie list polecony, pójść po drożdżówki dla gościa, w następnym dniu zanieść rzutnik na wykład, pomóc w przygotowaniu recenzji publikacji - gdyż zapracowany profesor nie ma czasu na uważne przeczytanie pracy a ma jeszcze kilka spotkań dzisiaj do wykonania, itp.). Gorzej, gdy po godzinie 18, sprawdzając, czy jest jeszcze ktoś z pracowników, zwykle spotykał dyżurnego i wtedy rozpoczynał dyskusję - o planach badawczych na przyszłość i jaką dyżurny ma wizję rozwoju swojej kariery w dalszych latach. Dyżurny po godzinie 18-tej, przebywając w pracy od 8.00, marzył już tylko o jak najszybszym udaniu się do domu na odpoczynek, a nie w głowie mu było snucie wizji naukowych i myśleniu o swojej przyszłej karierze naukowej!

XX - Zajęcia dydaktyczne prowadzone w katedrze to była świętość - musiały być przygotowane na tzw. tip-top. Prowadziło je dwa razy więcej pracowników dydaktycznych, niż powinno z przydzielonego wymiaru godzin. Każde ćwiczenie musiało być wykonane tak jak było w opisie, przedyskutowane wyniki. Studenci przychodzili nawet kilka dni po zajęciach, aby dokończyć pomiary. Zajęcia prowadzili wszyscy pracownicy - nawet kierownik katedy! Nad stroną techniczną czuwał pracownik na etacie technicznym. Nie było dyskutowania, że komuś nie pasuje termin zajęć czy danego dnia nie może ich poprowadzić (mimo, że zajęcia prowadziło o połowę pracowników więcej niż powinno i w ramach niezapłaconych nadgodzin).

XXI - Zajęcia dydaktyczne to nadal świętość, ale jedynie jeśli idzie o ich odbywanie się - katedra ma zajęcia, to podobno nadal jest uwzględniana w finansach dydaktycznych wydziału (może otrzymać kasę z puli dydaktycznej na zakupy niezbędne do prowadzenia zajęć). Jednocześnie prowadzenie zajęć zostało scedowane, po różnych dziwnych zabiegach i okolicznościach - na młodych! Nagle okazuje się, że nie ma żadnych problemów z organizacją tych zajęć, nie ma kilku zebrań ze wszystkimi pracownikami przed rozpoczęciem semestru i zajęć, nie widać studentów, cisza i spokój. Tylko młodzi pupile i studenci tak naprawdę wiedzą jaki jest teraz poziom tych zajęć :D Starzy pracownicy się domyślają, ale ... przynajmniej mają spokój.
Można się wymigać z prowadzenia zajęć w katedrze - wystarczy zakomunikować, że "uczestniczy się w kursie na prawo jazdy" lub "ma się ważne inne sprawy" lub "ma się już nadgodziny".

 

Ciąg dalszy tego tematu tutaj: http://kolestravel.blox.pl/2015/04/Profesor-kierownik-dawniej-i-dzis-czesc-2.html

 

Opublikowano: 2015/04/14 21:24:41

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
kolestravel
Czas publikacji:
wtorek, 14 kwietnia 2015 21:24

Polecane wpisy