Koleś Travel

Wspomnienia nałukofca wykolesiowanego

Wpis

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Wykolesiowany niedohabilitowany

Nazwałem bloga Koleś Travel z myślą opisania tu moich doświadczeń w byciu naukowcem, byłym naukowcem związanym z uczelnią wyższą techniczną, przez 25 lat. Gdy rozpoczynałem studia marzyło mi się pozostanie na uczelni, prowadzenie ciekawych badań i zostanie naukowcem - może raczej pracownikiem na uczelni wyższej. Gdy trafiłem już do konkretnej grupy badawczej, na czwartym roku studiów robić pracę magisterską, nadal wydawało mi się, że bycie naukowcem to wielka sprawa; że profesor to wielki autorytet. Jeszcze nawet podczas wykonywania pierwszych badań w ramach magisterki byłem oślepiony i nie za bardzo zdawałem sobie sprawę w co wdepnąłem.

Potem szybko zorientowałem się, że nikt mi tam nie powie co mam dokładnie zrobić w kolejnych dniach czy tygodniach, na czym mam to zrobić i przede wszystkim ... po co ? 

 

Jedyny sens tego co się tam robiło i nadal robi to obrona przed wydaleniem z grona "kolesi od travelu".  Rzeczywista codzienność nijak ma się tam do frazesów jakie wygłaszane są na oficjalnych spotkaniach, obronach, konferencjach, sprawozdaniach itp. Codzienność to wysłuchiwanie: niech pan panie magistrze może zajmie się zbadaniem IKSOWNIKÓW - zrobi pomiary, co mamy nowego do publikacji?, co mamy nowego do wyjazdu na najbliższy zjazd/konferencję? czy coś może wyszło już ciekawego? I tak praktycznie co kilka dni. Ale co badać w tych iksownikach? Tego panu magistrowi niestety nikt nie chciał powiedzieć. Dostał pan magister kserokopię publikacji zrobionej w USA podczas pobytu profesora i na podstawie tej kserokopii pan magister miał coś tam zbadać. Do dyspozycji miał pan magister doświadczenie zdobyte przez innych pracowników katedry, swoje krótkie podczas pracy magisterskiej oraz podstawowy sprzęt (dla przykładu nazwałbym go tutaj młotkiem, śrubokrętem oraz tzw. kluczem francuskim). Aha, jeszcze miał pan magister do dyspozycji spory zasób "materiału odlewniczego" i "foremek" należących do profesora innej grupy badawczej z tej samej katedry. Narażając się na częste uszczypliwości starszych kolegów, że "to nie jest własność pana promotora - proszę sobie zakupić", musiał pan magister, używając "materiału odlewniczego" zakupionego w erze gierkowskiej oraz pozostałych do powszechnego użytku "foremek", wykombinować jakieś własnego pomysłu badania i zgromadzić jakiś "nowy" materiał do wyjazdu czy do opublikowania.

 

I tak to by się kręciło jeszcze zapewne wiele lat. Ale, gdy ktoś jest rozliczany co 2-3 lata z osiągnięć, które musi zrobić "młotkiem i kluczem francuskim", na dodatek gdy chce sobie kupić "tokarkę" czy "frezarkę" słyszy, że nie ma do końca roku na to budżetu i "proszę pisać granty" - zniechęca się, opada jego entuzjazm, zaczyna wątpić ... aż w końcu dobity jeszcze innymi "uciążliwościami" powielanymi przez wiele lat ze strony promotora - mówi DOŚĆ

 

W kolejnych wpisach będę starał się pokazać, co przyczyniło się do powiedzenia tego przysłowiowego "DOŚĆ".

 

Opublikowano: 2015/04/13 13:22:25

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
kolestravel
Czas publikacji:
poniedziałek, 13 kwietnia 2015 13:22

Polecane wpisy