Koleś Travel

Wspomnienia nałukofca wykolesiowanego

Wpis

sobota, 11 lipca 2015

Wyjechali już na konferencje wszyscy nasi naukowcy?

Zaczęły się wakacje, ale nasi naukowcy poza spędzaniem wolnego czasu na urlopach mają jeszcze inne "obowiązki".

Ruszyli zatem jak co roku na liczne i bardzo atrakcyjne konferencje, zwane przez bardziej doświadczonych stażem w tej branży - wyjazdami Koleś Trawel.


Przygotowania do takiego atrakcyjnego sposobu spędzenia wakacyjnych dni (lub często także w trakcie roku akademickiego) na koszt podatników, naukowcy rozpoczynają wraz z wstąpieniem do tej śmietanki towarzyskiej. Jedni zaczynają więc przecierać szlaki już nawet na pierwszym roku studiów! Tak, od kilku lat tak się porobiło, że już studenci pierwszego roku angażują się w badania naukowe jako wolontariusze (czyli rozpoczynają lizanie tzw. 4 liter, aby w przyszłości mieć punkt zaczepienia i wyprzedzić innych w wyścigu tzw. szczurów). Inni idą normalnym tokiem i zaczynają od małych wyjazdów krajowych dopiero robiąc doktorat. Rozkręcają się powoli, normalnym tokiem.
Ale, żeby pojechać w atrakcyjne rejony świata, naukowiec musi mieć spore grono znajomych podróżników z innych krajów - w branży zwie się ich "współpracownikami". No i dopiero na zasadzie: ja zaproszę ciebie a ty w rewanżu mnie - jest łatwiej.


Taki naukowiec ma co roku (zwykle zimą kiedy planuje wyjazdy na najbliższy rok) spory dylemat - gdzie jeszcze nie był i gdzie by tu wybrać się w tym roku. Jak myślisz drogi czytelniku, dlaczego konferencje naukowe nie odbywają się (lub sporadycznie z małym zainteresowaniem "turystów") w Rosji, Ukrainie, Rumunii, Bułgarii itp.?
Odpowiedź jest oczywista - tam nie ma co zwiedzać a i teren niebezpieczny lub kraj biedny.
A kasy co rok do wydania sporo, więc naukowiec nie jedzie zwykle sam - zabiera na wycieczkę swoich najlepszych współpracowników. Z kimś piwo na bankiecie wypić musi. A ile potem taki naukowiec będzie miał do opowiadania, z kim jechał windą w hotelu, z kim pił herbatę czy kawę, z kim zrobił sobie fotki. Niezapomniane chwile na wiele lat. Przy każdej okazji potem można powiedzieć, że z takim a takim (może późniejszym nawet Noblistą) to ja się znam, byliśmy razem tu i tu - po prostu zdobycz bezcenna !


Będzie też można pochwalić się przed innymi naukowcami, którzy mniej zaradni, może nie wszędzie jeszcze zdążyli pojechać. Albo może nie chcieli ... (znam profesora co był już na każdym z kontynentów: USA, Kanada, Brazylia, Argentyna, Kenia, Egipt, RPA, Chiny, Japonia, Australia, i cała zachodnia Europa oczywiście).  Będzie kolejny identyfikator z konferencji do kolekcji, można będzie go sobie zawiesić na eksponowanym miejscu, żeby inni zobaczyli, gdzie się już nie było. Zdobycz bezcenna.
Przy okazji identyfikatorów ... zawsze zastanawiam się, dlaczego ci podróżnicy paradują z tymi identyfikatorami zawieszonymi na szyi lub przypiętymi do klapy po mieście - czyli poza terenem konferencji? Czy na mieście też przechodnie mają wiedzieć kto przyjechał do ich miasta?

No i oczywiście na koniec roku będzie o czym napisać w sprawozdaniu, rozliczeniu - co się w poprzednim roku zrobiło. Napisze sobie taki podróżnik, że uczestniczył w międzynarodowej konferencji, że wygłosił wykład, że jego wykład zostanie opublikowany.

 

I tak to się kręci. A dziura w różnych budżetach coraz większa. A młodzi naukowcy nie mają czym robić swoich badań i realizować pomysłów, gdy mają jeszcze na początku kariery do tego zapał. I tzw. nauka w tym kraju wygląda jak wygląda ...

 

Opublikowano: 2015/07/11 11:05:58

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
kolestravel
Czas publikacji:
sobota, 11 lipca 2015 11:05

Polecane wpisy