Koleś Travel

Wspomnienia nałukofca wykolesiowanego

Wpisy

  • czwartek, 16 lipca 2015
    • Kto uczył studentów na mojej uczelni?

      Czy będąc studentem zastanawiałeś się dlaczego dane zajęcia prowadził magister X a nie doktor Y? Przecież ten mgr X według Ciebie wiedział mniej niż Ty! I często niestety miałeś rację! W każdej dziedzinie są lepsi i gorsi. Są wybitni nauczyciele w szkole i są słabi. Jednych lubimy a z drugich się śmiejemy. Są wybitni fachowcy, np. jak chcesz zrobić remont czegokolwiek, i są partacze.

       

      Kto i z jakiego klucza przydziela nauczycieli akademickich do prowadzenia zajęć ze studentami na uczelni?

       

      Na moim wydziale nie było żadnego klucza ... w danym zespole dydaktycznym, poza profesorami, wszyscy traktowani są na równi a o tym kto jakie zajęcia poprowadzi decyduje ... jedna z osób wyznaczonych, przez kierownika tego zespołu, do rozdzielenia godzin dydaktycznych  (na danym wydziale może być kilka zespołów działających w zakresie danej specjalności). Tak, rozdzielenia godzin - aby każdy nauczyciel akademicki miał tzw. pensum dydaktyczne.
      Jeśli np. doktorant ma pensum 70 godzin, adiunkt 200 a profesor 150 - to każdemu taka osoba musi przydzielić minimum tyle właśnie godzin.


      Tą osobą może być każdy z pracowników, którzy też kiedyś prowadzili lub obecnie prowadzą zajęcia ze studentami.


      Przy obsadzaniu zajęć prowadzącymi nie ma wielkiego znaczenia, czy nauczycielem jest magister na pierwszym roku studiów doktoranckich czy doktor habilitowany mający 20 lat doświadczenia dydaktycznego. Jedynie wykłady prowadzone są przez profesorów i ew. przez doktorów habilitowanych.

      Jakie doświadczenie może mieć magister, który jeszcze przed wakacjami (czyli ze trzy miesiące wcześniej) był studentem piątego roku?
      Jeśli trafi mu się w grupie wybitny student to go po prostu ośmieszy albo się zanudzi na zajęciach prowadzonych przez niedoświadczonego magistra.

       

      W ostatnich latach na mojej uczelni było też tak, że dane zajęcia, z daną grupą studentów, w jednym semestrze prowadzone były nawet przez trzy osoby! Czyli, np. na pracowni w semestrze studenci mają 75 godzin (15 tygodni po 5 godzin), to dzieliło się to na trzech prowadzących, np. jeden prowadził 30 godzin, drugi 25 i trzeci 20. Inną z kolei grupą studentów opiekował się na tej samej pracowni, przez cały semestr, ten sam nauczyciel.
      Jeśli pracownia jest tak zorganizowana, że do kolejnych ćwiczeń przystępuje się, gdy wykona i zaliczy się poprzednie - to sytuacja jest nieciekawa. Drugi czy trzeci prowadzący takie zajęcia "musi" wykonać dodatkową pracę za pierwszego prowadzącego, który np. był wymagającym i nie pozaliczał studentom kolokwium czy ćwiczeń, które były na początku semestru. Ostatni z prowadzących niewiele wie o umiejętnościach studentów (ma tylko gołe oceny wystawione przez poprzednich prowadzących) a musi im na końcu wystawić oceny.


      W takim sposobie rozdzielania godzin dydaktycznych często dochodziło do sytuacji, że dana osoba miała dwa rodzaje zajęć do prowadzenia w tym samym czasie! Bo z kolei plan zajęć ustalała inna osoba, która nie koordynowała tego planu z osobą przydzielającą godziny nauczycielom! Nawet jakby te osoby chciały to skoordynować, to przy tak dużej liczbie nauczycieli, ich corocznej rotacji, oraz sporej ilości zajęć - nie byłyby w stanie tego zrobić!
      Czyli tuż po otrzymaniu przydziału zajęć trzeba było szybko sprawdzić plan i jeśli coś się nakładało to trzeba było szybko prosić o zmianę przydziału. Starsi pracownicy lub znajomi osoby przydzielającej te godziny, mogli liczyć na ewentualne "lżejsze" przydziały. No bo łatwiej jest prowadzić 7 godzin zajęć w jednym dniu (ciągiem) na pracowni z grupą np. 15 studentów, niż 7 razy w tygodniu po jednej godzinie ćwiczeń rachunkowych czy proseminarium z grupą 30-40 studentów (np. raz o 8.00, potem o 14.15 czy na drugi dzień o 17.30 a na trzeci o 15.00)!
      Bywało też tak, że dana osoba, nawet roku po roku, była przydzielana do poprowadzenia innych zajęć. Ja w swojej kilkunastoletniej karierze dydaktycznej prowadziłem kilkanaście rodzajów zajęć (nie wiem czy nie wszystkie jakie były do poprowadzenia), a nawet na końcu otarłem się o coś w rodzaju wykładu. Mnie to pozwoliło na zdobycie szerokiego doświadczenia, ale czy zawsze było to dobre dla studentów? - to już bym taki pewny nie był.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kolestravel
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 lipca 2015 15:37
  • wtorek, 14 lipca 2015
    • Konkursy na stanowiska na uczelni

      Jako bezrobotny były "nałukowiec" zajrzałem sobie na stronę mojej byłej uczelni, czy nie ma tam jakiegoś konkursu na etat, którym bym mógł się zainteresować. Ale czy ja na głowę upadłem? Jakie konkursy ... to nie są konkursy ... Przecież sam kilkanaście lat temu byłem już zatrudniany z takiego "konkursu".


      Odbywa się to oczywiście według odpowiedniej ustawy oraz statutu uczelni.


      Ale w praktyce, z punktu widzenia zatrudnianego, pracującego już wcześniej, ale na innym stanowisku (np. będącego wcześniej doktorantem) - ktoś z zewnątrz nie miałby praktycznie żadnych szans w ogłoszonym konkursie.

      Jak odbywa się zatrudnianie na stanowiskach adiunkta?
      Najczęściej w czerwcu, świeżo obronieni doktorzy w okresie ostatniego roku akademickiego, składają podania o zatrudnienie na stanowisku adiunkta, czyli o dalsze zatrudnienie na uczelni po obronie doktoratu. Po upływie terminu zgłoszeń zbiera się komisja (nazwę ją tu - pierwszą) i kandydatów, których obecnie zwykle jest zbyt dużo niż uczelnia jest w stanie zatrudnić na kolejne lata, próbuje jakimiś kryteriami sklasyfikować. Zwykle przydzielane są kandydatom punkty za publikacje, staże, konferencje, działalność, zaangażowanie, plany badawcze, granty, itp. Dla tych kandydatów, którzy w tej klasyfikacji okażą się najlepsi ogłasza się dopiero tzw. konkursy na stanowiska nauczycieli akademickich. Jeśli np. dziekan dysponuje sześcioma wolnymi etatami, to ogłasza się sześć konkursów na sześć etatów.

      Wywiesza się ogłoszenia w odpowiednich miejscach na uczelni oraz publikuje na stronach internetowych.


      Ale uwaga

      - jeśli najlepszym kandydatem według pierwszej (jeszcze nie tej konkursowej) komisji jest doktorant profesora X z katedry Y, to ogłasza się konkurs na stanowisko adiunkta w katedrze Y!

       

      Przedstawia się szczegółowy wykaz jakim wymaganiom powinien odpowiadać kandydat na to stanowisko w tej katedrze.

      Nie znam przypadku (z okresu jaki pamiętam, czyli z ok. 15 lat), aby ktokolwiek z zewnątrz (z innej uczelni lub z innej katedry; lub ktoś z tych "gorszych" doktorów według tej wstępnej klasyfikacji, dla których nie ogłoszono konkursu na stanowisko adiunkta w katedrze, w której zrobili dopiero co doktorat) wystartował w konkursie na takie stanowisko jako kontrkandydat. Nawet jakby spróbował, to nie miałby żadnych szans - wyobraź sobie czytelniku, że to ty jesteś profesorem X z katedry Y, miałeś przez 4-5 lat doktoranta i teraz ten doktorant po obronie doktoratu nadal chce u Ciebie pracować i stara się o zatrudnienie w celu rozwijania dalszej kariery naukowej. Kogo byś zatrudnił mając do wyboru jego lub kogoś nieznanego Ci?


      To dlaczego nazywa się to konkursami na stanowiska ???


      Potem oczywiście, według kilkustronicowej instrukcji, ostateczna komisja do przeprowadzenia procedury konkursowej powinna wybrać najlepszego kandydata na dane ogłoszenie, ale ... ta komisja zwykle nie ma chyba już czego wybierać ... Wyboru dokonała "pierwsza" komisja.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kolestravel
      Czas publikacji:
      wtorek, 14 lipca 2015 18:00
  • sobota, 11 lipca 2015
    • Wyjechali już na konferencje wszyscy nasi naukowcy?

      Zaczęły się wakacje, ale nasi naukowcy poza spędzaniem wolnego czasu na urlopach mają jeszcze inne "obowiązki".

      Ruszyli zatem jak co roku na liczne i bardzo atrakcyjne konferencje, zwane przez bardziej doświadczonych stażem w tej branży - wyjazdami Koleś Trawel.


      Przygotowania do takiego atrakcyjnego sposobu spędzenia wakacyjnych dni (lub często także w trakcie roku akademickiego) na koszt podatników, naukowcy rozpoczynają wraz z wstąpieniem do tej śmietanki towarzyskiej. Jedni zaczynają więc przecierać szlaki już nawet na pierwszym roku studiów! Tak, od kilku lat tak się porobiło, że już studenci pierwszego roku angażują się w badania naukowe jako wolontariusze (czyli rozpoczynają lizanie tzw. 4 liter, aby w przyszłości mieć punkt zaczepienia i wyprzedzić innych w wyścigu tzw. szczurów). Inni idą normalnym tokiem i zaczynają od małych wyjazdów krajowych dopiero robiąc doktorat. Rozkręcają się powoli, normalnym tokiem.
      Ale, żeby pojechać w atrakcyjne rejony świata, naukowiec musi mieć spore grono znajomych podróżników z innych krajów - w branży zwie się ich "współpracownikami". No i dopiero na zasadzie: ja zaproszę ciebie a ty w rewanżu mnie - jest łatwiej.


      Taki naukowiec ma co roku (zwykle zimą kiedy planuje wyjazdy na najbliższy rok) spory dylemat - gdzie jeszcze nie był i gdzie by tu wybrać się w tym roku. Jak myślisz drogi czytelniku, dlaczego konferencje naukowe nie odbywają się (lub sporadycznie z małym zainteresowaniem "turystów") w Rosji, Ukrainie, Rumunii, Bułgarii itp.?
      Odpowiedź jest oczywista - tam nie ma co zwiedzać a i teren niebezpieczny lub kraj biedny.
      A kasy co rok do wydania sporo, więc naukowiec nie jedzie zwykle sam - zabiera na wycieczkę swoich najlepszych współpracowników. Z kimś piwo na bankiecie wypić musi. A ile potem taki naukowiec będzie miał do opowiadania, z kim jechał windą w hotelu, z kim pił herbatę czy kawę, z kim zrobił sobie fotki. Niezapomniane chwile na wiele lat. Przy każdej okazji potem można powiedzieć, że z takim a takim (może późniejszym nawet Noblistą) to ja się znam, byliśmy razem tu i tu - po prostu zdobycz bezcenna !


      Będzie też można pochwalić się przed innymi naukowcami, którzy mniej zaradni, może nie wszędzie jeszcze zdążyli pojechać. Albo może nie chcieli ... (znam profesora co był już na każdym z kontynentów: USA, Kanada, Brazylia, Argentyna, Kenia, Egipt, RPA, Chiny, Japonia, Australia, i cała zachodnia Europa oczywiście).  Będzie kolejny identyfikator z konferencji do kolekcji, można będzie go sobie zawiesić na eksponowanym miejscu, żeby inni zobaczyli, gdzie się już nie było. Zdobycz bezcenna.
      Przy okazji identyfikatorów ... zawsze zastanawiam się, dlaczego ci podróżnicy paradują z tymi identyfikatorami zawieszonymi na szyi lub przypiętymi do klapy po mieście - czyli poza terenem konferencji? Czy na mieście też przechodnie mają wiedzieć kto przyjechał do ich miasta?

      No i oczywiście na koniec roku będzie o czym napisać w sprawozdaniu, rozliczeniu - co się w poprzednim roku zrobiło. Napisze sobie taki podróżnik, że uczestniczył w międzynarodowej konferencji, że wygłosił wykład, że jego wykład zostanie opublikowany.

       

      I tak to się kręci. A dziura w różnych budżetach coraz większa. A młodzi naukowcy nie mają czym robić swoich badań i realizować pomysłów, gdy mają jeszcze na początku kariery do tego zapał. I tzw. nauka w tym kraju wygląda jak wygląda ...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kolestravel
      Czas publikacji:
      sobota, 11 lipca 2015 11:05
  • niedziela, 26 kwietnia 2015
    • Co musi robić doktorant, habilitant

      Jak zapełnić czas doktorantowi / doktorowi habilitantowi, aby nie trwonił go na przygotowywanie swojego doktoratu czy habilitacji? Niektórzy mieli na to sposoby. Na przykład takie (to tylko nieliczne przykłady, jakie najczęściej się powtarzały):


      - wysyłka po zakup kwiatów, po drożdżówki, na pocztę, po bilety PKP, nawet po ... alkohol (wino, szampan)
      - robienie tłoku na wykładach zapraszanych i organizowanych przez profesora (bywało, że średnio 1-2 tygodniowo),
      - seminaria w grupie profesora 1-2 godziny tygodniowo,
      - konferencje organizowane przez profesora,
      - jutro oraz co tydzień mam wykład, czy mógłby mi pan zanosić rzutnik i laptopa na ten wykład, sprawdzić, czy wszystko działa?


      Czyli muszę pamiętać i być przed wykładem na miejscu, trzeba wszystko co się robiło rzucić, aby na 15 minut przed wykładem pójść na salę, przygotować ją do wykładu a potem trzeba poczekać, bo za 1.5 godziny po skończeniu wykładu trzeba zabrać zaniesione - wcześniej pomoce naukowe,

       

      - za 2 dni mam egzamin, czy mógłby mi pan pomóc w przypilnowaniu studentów na egzaminie?

      - opieka codzienna nad magistrantami wykonującymi prace pod kierownictwem profesora.

       

      Magistrant dosłownie codziennie pyta co dzisiaj ma robić, trzeba z nim stać kilka dni podczas pomiarów przy aparaturze, aby się nauczył sam mierzyć, potem kilka dni trzeba dyskutować z nim o wynikach oraz pokazać jak obrobić te wyniki, potem trzeba przeczytać co napisał zanim to przedstawi do poprawki promotorowi, raz w miesiącu magistrant występował ze swoimi wynikami na seminariach - trzeba było z nim przedyskutować co ma mówić (oficjalnie magistrant wykonuje pracę dyplomową pod kierunkiem profesora i tylko profesor wykazuje to w swoich sprawozdaniach - nigdy doktorant!)

       

      - zajęcia dydaktyczne 1-4 razy w tygodniu (rozbity lub zajęty wtedy cały dzień), 
      - o której pan dzisiaj wychodzi ? Proszę przed wyjściem jeszcze do mnie wejść. Mam kilka ważnych spraw do przedyskutowania z panem,
      - wykłady dla doktorantów,
      - zebrania z kierownikiem, niekiedy codziennie lub po 2-3 w jednym dniu!,
      - może mógłby pan pomóc mi w recenzji czasopisma, proszę przeczytać i jak się coś panu nasunie - to proszę to napisać i mi przesłać, bo ja mam jeszcze dzisiaj kilka ważnych spotkań ...
      - czy mogłoby 2-3 studentów w pana pokoju, pod pana okiem, napisać egzamin, bo ja muszę jeszcze wyjść na komisję (czyli ... godzina z głowy),
      - przygotowanie i zorganizowanie zajęć w katedrze,
      - dyżur cotygodniowy,
      - rozliczenia roczne (pomoc w uzupełnianiu spisu osiągnięć grupy badawczej),
      - czy mamy jakieś nowe "odlewki" dla doktora X, mógłby nam coś pomierzyć, bo potrzebuje wyników do swojej habilitacji a przy okazji my mielibyśmy jakieś z tego wyniki,
      - przyjeżdża do nas na staż magistrantka z zagranicy, prosiłbym o zaopiekowanie się nią w czasie jej pobytu u nas,
      - mam tutaj "odlewki" od profesora Y, możemy wejść z nimi we współpracę i pomierzyć coś dla nich a potem możemy mieć wspólną publikację.

       

      Mierzymy zatem codziennie przez trzy miesiące, opisujemy te wyniki, wysyłamy do profesora Y i cisza, po pół roku czy po roku profesor Y przysyła wkomponowane te wyniki do publikacji z prośbą o ew. poprawki, robimy to a za dwa lata dowiadujemy się, że nie będzie z tego publikacji, bo są problemy z recenzjami :D


      - w przyszłym tygodniu będzie u nas profesor ze Stanów, z którym tam pracowałem, przyjeżdża i będziemy chcieli porobić trochę pomiarów, czy jest pan chętny pomóc? (a mam jakieś wyjście?)
      - jutro jest ostatni dzień na złożenie wniosku grantowego w Warszawie, trzeba go tam zawieźć osobiście, aby dotarł na czas - czy może pan to zrobić i pojechać do Warszawy? (a mam jakieś inne wyjście?)

      - biblioteka wydziałowa przenosi się do nowych pomieszczeń, trzeba będzie pomóc w przenoszeniu książek, mam nadzieję, że włączą się państwo w tę pomoc? (a mamy jakieś inne wyjście?)

       

      I tak oto magistrant czy potem doktor ma wypełniony czas i nie marnotrawi go na zbędne pierdoły.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kolestravel
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 kwietnia 2015 19:28